|
czwartek, 29 grudnia 2011
Jestem szczęśliwa. Po ludzku. Zwyczajnie. Z uśmiechem wstaję rano (choć z taką samą trudnością i ignorancją wobec budzika), bawi permanentny brak pieniędzy (kiedyś to się wreszcie skończy), cieszy mnie moja choinka i ludziki, które wieszam co roku na gałązkach (nie gub jeszcze igieł, plissss….). Staram się otaczać ludźmi, na których mi zależy (z wzajemnością!) – taaaaak, postanowiłam to jakiś czas temu, ale nie myślałam, że jest to takie trudne do zrealizowania – może jedno z wyzwań na Nowy Rok? I mam przeczucie, które wypowiem po cichu, szeptem, że to będzie MÓJ rok. Może nie łatwy, ale na pewno mądrzejszy od poprzedników. OBY!
wtorek, 29 listopada 2011
Zamykam się w moim małym wewnętrznym świecie pełnym dobrych myśli, tworów w głowie najdziwniejszych. Zabrała mnie tam ‘Ania z Zielonego Wzgórza’ (piękne są te lektury z młodości), która była absolutną mistrzynią zaklinania rzeczywistości, nawet tej w najbardziej beznadziejnym wydaniu. I myślę sobie, że jutro będę tak czekać jak ona, nim dotarła do miejsca z jej marzeń, zaciskając dłoń na rączce torby, patrząc z przestrachem na ludzi dookoła, mając nadzieję, że nikt nie pomylił się w zamówieniu.
poniedziałek, 28 listopada 2011
W momencie w którym człowiek odpuszcza, stwierdza: do chrzanu z tym wszystkim, już nic nie chcę, widocznie tak ma być, że wszyscy dookoła… Że może świat się tak zmienił, że już nie pasuję do niego z tym swoim idealizmem uczuć, zasadami bardziej żelaznymi niż myślałam kiedykolwiek. I wydarza się coś takiego, że zatrzymujesz się i dziwisz. Nawet chciałabyś się ucieszyć, ale strach nie pozwala. Że znów się mylisz. Przyznam, że jestem bezradna w przypadku pozornie drobnych, spontanicznych gestów… A kawa i czekoladowe ciastko czekające na peronie – jako dostawa maluśkiego sens życia po ciężkim dniu – sprawia, że mrużę oczy w uśmiechu by nie dostrzegać cienia wątpliwości.
piątek, 25 listopada 2011
Na nic nasze dobre, lecz nieużywane serca. Zbędne oczy, które potrafią zachwycać się pięknymi przedmiotami a nie dostrzegają samotności w drugim człowieku. Na nic uszy, obwieszone wymyślnymi kolczykami, których jednak nie muska koniec czyjegoś języka. Palce i ich delikatne opuszki też nieprzydatne, skoro mogą jedynie czule dotykać pieniądze, nawet jeśli jest ich góra i dałoby się za nie kupić tryliard zbędnych głupot. Niczym jesteśmy jeśli nie kochamy.
czwartek, 24 listopada 2011
To nie będzie głęboki, odkrywczy wpis. Żadnego podwójnego dna. Myśli ze środka, która pojawiła się znienacka i wywróciła dotychczasową percepcję. Wymarzyłam wreszcie co bym chciała. I nie, nie będzie o miłości, pokoju na świecie, dobrym mężu. Proza, kochani, proza! Oto iście rzeczowa i namacalna lista marzeń Singielki:
Spis pragnień ułożony w dokładnie przemyślanym porządku. Zacieram ręce w niemożności doczekania się.
wtorek, 22 listopada 2011
Po co tworzyć słowa, jeśli ktoś powiedział za mnie to lepiej?
- Chciałbym mieć kamieniołom. Terry Pratchett
niedziela, 20 listopada 2011
wtorek, 15 listopada 2011
Postanowiłam być dla siebie dobra tej jesieni. Nie przeforsowywać się, lepiej odżywiać, co najmniej 3 razy w tygodniu przesypiać chociaż 7 godzin (z czego 2 noce w tygodniu), uśmiechać się nie tylko do innych ale przede wszystkim do siebie, słuchać pozytywnej muzyki, nie zamartwiać się sytuacjami i postępowaniem ludzi, na które nie mamy wpływu. Mnożyć energię tańcem, basenem i życiem odrobinę mniej wirtualnym. Kochać tylko tych, którzy na to zasługują. Łatwizna.
niedziela, 13 listopada 2011
Zamykam ten tydzień leżąc na kanapie i gapiąc się w sufit. Nie dlatego żebym nie miała co zrobić ze sobą. Owszem, miałam. Mogłam iść do kina, na basen, na imprezę zapewne niezwykle szaloną… Ale zamiast tego wybrałam wpatrywanie się w pęknięcie koło lampy nad stołem przez 12 godzin. Dosyć go mam – nie sufitu, życia tego. Ostatnich 7 dni. Były wykańczające w każdym aspekcie. I rozczarowujące. Dobra mina do złej gry? Kolejny raz? Nie. Zmienię po prostu grę. I może tu chodzi tylko o moją zranioną dumę. Jakieś uczucia, naruszony czuły punkt… to wolę przepłakać sobotni wieczór w pozycji embrionalnej niż silić się na chwilowy uśmiech. Ale przynajmniej robię to w zgodzie ze sobą. Nie lubię kwiatów – bo ich nie dostaję; dostrzegam kryzys miłości i wzajemnego zatracania się dla siebie; nie oglądam romantycznych filmów, bo nie mam z kim na nie iść do kina, kogo trzymać za rękę; drażnią mnie piękne piosenki - żadna nie powstała dla mnie, nikt mi też nie nuci ich do ucha przed snem. Za to zawsze dostaję przyjaźń, bo w końcu jestem ‘ponadczasowa’. Słodko-gorzka nieśmiertelność towarzyska.
sobota, 12 listopada 2011
Prowadza się zawsze pod pachę z kłamstwem w podskokach ogrywając z uśmiechem tych co naiwni, ufający. O tak - głupi. Kto w dzisiejszych czasach zasady ma?! I to jeszcze tak przedpotopowe jak lojalność, prawdomówność, szczerość. Bo co złego w tym, że się poudaje trochę? Odwracam się by na to nie patrzeć. Z krzywą miną niechęci umywam ręce od zabawy, która przestała być niewinna w skutkach.
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Czytam bardzo
Lubię
Rzucam okiem niekiedy
Tagi
|