Świat oczami kobiety przed 30stką, która szuka dla siebie miejsca w stolicy. Trochę jest na Warszawę zła, bo zabrała jej wszystko, co kochała ale nie poddaje się zbyt łatwo.
RSS
czwartek, 29 grudnia 2011

Jestem szczęśliwa. Po ludzku. Zwyczajnie.

Z uśmiechem wstaję rano (choć z taką samą trudnością i ignorancją wobec budzika), bawi permanentny brak pieniędzy (kiedyś to się wreszcie skończy), cieszy mnie moja choinka i ludziki, które wieszam co roku na gałązkach (nie gub jeszcze igieł, plissss….).

Staram się otaczać ludźmi, na których mi zależy (z wzajemnością!) – taaaaak, postanowiłam to jakiś czas temu, ale nie myślałam, że jest to takie trudne do zrealizowania – może jedno z wyzwań na Nowy Rok?

I mam przeczucie, które wypowiem po cichu, szeptem, że to będzie MÓJ rok. Może nie łatwy, ale na pewno mądrzejszy od poprzedników. OBY!



23:28, singielka.w.warszawie
Link Komentarze (3) »
wtorek, 29 listopada 2011

Zamykam się w moim małym wewnętrznym świecie pełnym dobrych myśli, tworów w głowie najdziwniejszych. Zabrała mnie tam ‘Ania z Zielonego Wzgórza’ (piękne są te lektury z młodości), która była absolutną mistrzynią zaklinania rzeczywistości, nawet tej w najbardziej beznadziejnym wydaniu.

I myślę sobie, że jutro będę tak czekać jak ona, nim dotarła do miejsca z jej marzeń, zaciskając dłoń na rączce torby, patrząc z przestrachem na ludzi dookoła, mając nadzieję, że nikt nie pomylił się w zamówieniu.



00:21, singielka.w.warszawie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 listopada 2011

W momencie w którym człowiek odpuszcza, stwierdza: do chrzanu z tym wszystkim, już nic nie chcę, widocznie tak ma być, że wszyscy dookoła… Że może świat się tak zmienił, że już nie pasuję do niego z tym swoim idealizmem uczuć, zasadami bardziej żelaznymi niż myślałam kiedykolwiek.

I wydarza się coś takiego, że zatrzymujesz się i dziwisz. Nawet chciałabyś się ucieszyć, ale strach nie pozwala. Że znów się mylisz.

Przyznam, że jestem bezradna w przypadku pozornie drobnych, spontanicznych gestów… A kawa i czekoladowe ciastko czekające na peronie – jako dostawa maluśkiego sens życia po ciężkim dniu – sprawia, że mrużę oczy w uśmiechu by nie dostrzegać cienia wątpliwości.



00:56, singielka.w.warszawie
Link Komentarze (3) »
piątek, 25 listopada 2011

Na nic nasze dobre, lecz nieużywane serca. Zbędne oczy, które potrafią zachwycać się pięknymi przedmiotami a nie dostrzegają samotności w drugim człowieku. Na nic uszy, obwieszone wymyślnymi kolczykami, których jednak nie muska koniec czyjegoś języka. Palce i ich delikatne opuszki też nieprzydatne, skoro mogą jedynie czule dotykać pieniądze, nawet jeśli jest ich góra i dałoby się za nie kupić tryliard zbędnych głupot.

Niczym jesteśmy jeśli nie kochamy.



01:21, singielka.w.warszawie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 listopada 2011

To nie będzie głęboki, odkrywczy wpis. Żadnego podwójnego dna. Myśli ze środka, która pojawiła się znienacka i wywróciła dotychczasową percepcję. Wymarzyłam wreszcie co bym chciała. I nie, nie będzie o miłości, pokoju na świecie, dobrym mężu. Proza, kochani, proza!

Oto iście rzeczowa i namacalna lista marzeń Singielki:

  1. Zrobić remont sypialni i kupić sobie wymarzone białe, metalowe łóżko.
  2. Skuter!!! Na Vespę mnie nie stać (poza tym do warszawskiego lansu mi daleko) ale jakiś Peugeot! Ach!
  3. Usłyszeć Adele na żywo.
  4. Tour po europejskich parkach rozrywki.
  5. Daleka podróż do Ameryki.

Spis pragnień ułożony w dokładnie przemyślanym porządku. Zacieram ręce w niemożności doczekania się.



01:00, singielka.w.warszawie
Link Komentarze (1) »
wtorek, 22 listopada 2011

Po co tworzyć słowa, jeśli ktoś powiedział za mnie to lepiej?

 

- Chciałbym mieć kamieniołom.
- Naprawdę? - zdziwił się Buog.
- No. W kształcie serca.

Terry Pratchett
"Muzyka Duszy"



00:55, singielka.w.warszawie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 listopada 2011

Głupi jesteście. Po prostu GŁUPI!

04:19, singielka.w.warszawie
Link Komentarze (2) »
wtorek, 15 listopada 2011

Postanowiłam być dla siebie dobra tej jesieni.

Nie przeforsowywać się, lepiej odżywiać, co najmniej 3 razy w tygodniu przesypiać chociaż 7 godzin (z czego 2 noce w tygodniu), uśmiechać się nie tylko do innych ale przede wszystkim do siebie, słuchać pozytywnej muzyki, nie zamartwiać się sytuacjami i postępowaniem ludzi, na które nie mamy wpływu. Mnożyć energię tańcem, basenem i życiem odrobinę mniej wirtualnym. Kochać tylko tych, którzy na to zasługują. 

Łatwizna.



22:56, singielka.w.warszawie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 listopada 2011

Zamykam ten tydzień leżąc na kanapie i gapiąc się w sufit. Nie dlatego żebym nie miała co zrobić ze sobą. Owszem, miałam. Mogłam iść do kina, na basen, na imprezę zapewne niezwykle szaloną… Ale zamiast tego wybrałam wpatrywanie się w pęknięcie koło lampy nad stołem przez 12 godzin. Dosyć go mam – nie sufitu, życia tego. Ostatnich 7 dni.  Były wykańczające w każdym aspekcie. I rozczarowujące. Dobra mina do złej gry? Kolejny raz? Nie. Zmienię po prostu grę. I może tu chodzi tylko o moją zranioną dumę. Jakieś uczucia, naruszony czuły punkt… to wolę przepłakać sobotni wieczór w pozycji embrionalnej niż silić się na chwilowy uśmiech. Ale przynajmniej robię to w zgodzie ze sobą.

Nie lubię kwiatów – bo ich nie dostaję; dostrzegam kryzys miłości i wzajemnego zatracania się dla siebie; nie oglądam romantycznych filmów, bo nie mam z kim na nie iść do kina, kogo trzymać za rękę; drażnią mnie piękne piosenki - żadna nie powstała dla mnie, nikt mi też nie nuci ich do ucha przed snem.

Za to zawsze dostaję przyjaźń, bo w końcu jestem ‘ponadczasowa’. Słodko-gorzka nieśmiertelność towarzyska.



01:11, singielka.w.warszawie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 listopada 2011

Prowadza się zawsze pod pachę z kłamstwem w podskokach ogrywając z uśmiechem tych co naiwni, ufający. O tak - głupi. Kto w dzisiejszych czasach zasady ma?! I to jeszcze tak przedpotopowe jak lojalność, prawdomówność, szczerość. Bo co złego w tym, że się poudaje trochę?

Odwracam się by na to nie patrzeć. Z krzywą miną niechęci umywam ręce od zabawy, która przestała być niewinna w skutkach.

 

 



03:27, singielka.w.warszawie
Link Komentarze (1) »
piątek, 04 listopada 2011

Wyjęto ze mnie emocje i położono obok. Przyglądam się im jak leżą tam gdzieś niby na wyciągnięcie ręki a jednak o te kilka centymetrów za daleko. Bez nich nie mam w sobie smutku, radości, tęsknoty, pasji… Nawet sny pozbawione są energii. Płaskość duszy.

Leżą one. Rozpłaszczone, błyszczące na powierzchni. Gdy w nie spojrzeć odbijają moje puste spojrzenie w przyszłość. Przyszłość bez oczekiwań, z pewnością że nie ma co zaczynać skoro i tak nie ma to większego sensu. Nawet jeśli początkowo wydaje się inaczej.



01:26, singielka.w.warszawie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 31 października 2011

Widzę – uśmiechasz się. Opowiadasz jak robiliście remont, jak malowałeś ściany, co znalazłeś w ramie okiennej, że sąsiedzi nie do końca wymarzeni. Że przetwory razem, ogórki w słoiki. O popatrz, a rowery tu wiszą, pod sufitem.

Chciałabym Ci wierzyć, w to szczęście. A jednak znam Cię… i wiem. Po prostu wiem wszystko od momentu, w którym nie spojrzałeś jej prosto w oczy.



23:42, singielka.w.warszawie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 października 2011

Gadu zapytało mnie czy chcę nową skórę. Krwistą. Skąd ono wie, że to ostatnio modny temat?

A ja dziękuję. Czerwień na ustach wystarczy. Chcę być w granicach samej siebie. Bez choćby cienia przymusu i fajnie by było gdybyś…



04:36, singielka.w.warszawie
Link Komentarze (1) »
piątek, 21 października 2011

Dziś zabrakło mi słów które mogłoby przynieść ukojenie - bo czasem ich po prostu nie ma

Możesz tylko być w milczeniu, w niczym więcej

I w takich kryzysowych sytuacjach odległość od ludzi ‘stamtąd’ jest zawsze zbyt duża

Bo nie na wyciągnięcie ręki

 

I jakoś nie mogę się oprzeć pokusie uczucia niesprawiedliwości

Mam chęć wymachiwać groźnie ręką w stronę nieba

„Gdzie masz oczy, Boże? W co Ty z nami grasz?”

 

Tak Ci mało pozostało tych, co tak w Ciebie wierzą a testy robisz im nieludzkie…

Od miłości i dobroci oddalone na daleki zimny biegun

Jak wytłumaczysz swoją bezlitosność? Próbą? Kolejną?

Uwierz w nas ludzi choć trochę tak, jak my wierzymy w Ciebie

 

 



01:09, singielka.w.warszawie
Link Komentarze (1) »
czwartek, 13 października 2011

Gdy ważysz słowa na potęgę

Podświadomości tego co pod skórą dostrzec nie chcesz

Diabła  co wyłazi w niemomencie i wodzi te wyrazy na pokuszenie

Kształt im nadaje by frywolnie zaplątać to co proste i oczywiste

 

To może by tak pozbyć się nadmiaru myśli wyciągając pierwiastek

Z oczekiwań?



01:29, singielka.w.warszawie
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 października 2011

Chciałabym spojrzeć w oko kogoś

Kto założy krawat dlatego, że lubię

Kto powie, że zrobienie czegoś beze mnie nie ma sensu

Kto słucha podczas rozmowy, słucha i pyta, i sam nie boi się odpowiadać

Kogo ogień wzniecać będzie dotyk mojej skóry

A lustrzane odbicia naszych szaleństw nie będą pytać dlaczego i po co tylko sprawią, że nasze światy się przenikną niezauważalnie

Może być nawet jedno, oko to …  byle błyszczące i otwarte na propozycję wspólnego pomysłu na leniwy poranek

 



01:32, singielka.w.warszawie
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 września 2011

Rzadko jeżdżę metrem w popołudniowych godzinach szczytu. Bo albo tramwaj, albo piechotą gdzieś…

A dziś, właśnie gdy postanowiłam szybko wrócić do domu, by w nim pobyć, zrelaksować się, zatopić w spokojnych myślach – nie dość że ludu pełno, to jeszcze jakaś awaria. Pech.

I wciśnięto mnie w ten tłum skrzywiony. Niezadowolony. Stękający, kaszlący, duszny… Tak, wiem że środa, że dzień ciężki, że zimno, jesień, lata w tym roku (jak co roku) też nie było… ale żeby tak bardzo się nie uśmiechać?

Zawieszone spojrzenia, wyrazy twarzy w większości nie zdradzające jakiejkolwiek myśli, mentalna nieobecność, szara rzeczywistość. I aż w tym wszystkim mi się chichotać zachciało. Kąciki nie słuchały wewnętrznego głosu cichego rozsądku i same do góry się unosiły. Rzucając okiem to tu to tam cichy śmiech spod nosa mego się unosił. Niedorzeczny w kontekście reszty. Ale przynajmniej sprawiłam, że dwie osoby w pobliżu też na chwilę weszły do mojego świata. I jakoś od razu trochę jaśniej się zrobiło. W środku, we mnie.

A teraz leżę w łóżku ze szklaną mleka w dłoni, perspektywą książki przed snem i myślę sobie, że dziś mi nawet tańca do szczęścia nie było trzeba. Lubię takie dni.



22:36, singielka.w.warszawie
Link Komentarze (3) »
wtorek, 27 września 2011

2… jak dwie nogi podrygujące raz zręcznie, niekiedy w sposób poplątany, jednakoż dostarczając mi mnóstwa przyjemności

2 -oje… oczu, które z uwagą i radością obserwują świat bez różowych okularów

2 siostry, czyli idealna kombinacja wsparcia, miłości i przyjaźni

2 godziny i 10 minut – tyle zwykle jadę autem do domu, śpiewając na cały głos i obserwując denerwujących się dookoła kierowców, którym spieszy się mocniej i zawsze

2 sny niechciane, które wracają i wytrącają mnie z równowagi

2 lata bez niego

 

 

 



Tagi: dwa singielka
00:40, singielka.w.warszawie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 września 2011

Zaczarowało mnie dziś kino

I taniec, i aktorstwo…

Mieszanka muzyki, wspomnień, ciepła, emocji

Trochę się obawiałam iść na ten film – 100 minut bez fabuły?

Ale po pierwszych scenach zapomniałam o oddechu…

Obrazy wchodziły do umysłu, upajały każdym dźwiękiem, gestem, skojarzeniem, odczuciem…

Gdy pojawiły się napisy końcowe nie było osoby, która zerwałaby się z miejsca

Tak daleko nas wysłało to, co się działo przed oczami, że powrót z krainy tej magicznej wydawał się trudny i zdecydowanie za wcześnie, nie w porę...

 

Tańczcie, tańczcie - inaczej zginiemy...



00:31, singielka.w.warszawie
Link Komentarze (1) »
środa, 21 września 2011

Może trochę…
Nie w formie jestem
Nie nastrój mam na ludzi
Nie chcenie do snu, który przynosi mętlik w kopule

Macie tak czasem, że jak Wam głowa pęka i wejdziecie z nią pod prysznic i ciepłe krople zaczynają dotykać skóry głowy, to po całym ciele rozchodzi się dreszcz? Zimne zakamarki znikają jeden po drugim, smutki rozpuszczają się pod zmyłkowym ciepłem wody – małym oszustwem dotyku.

Może trochę…
Są zbyt czerwone, te paznokcie, ale będą pasować do nowej szminki
Powinnam mniej marzyć, choć gdyby nie to gdzie bym teraz była?
Ludzi jest zbyt dużo dookoła i zaczynam dusić się brakiem miejsca dla mnie samej





Tagi: singielka
00:47, singielka.w.warszawie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 września 2011

Wg słownika (a co nam jej lepiej nie zdefiniuje niż on) to:

1. «bycie normalnym, zgodnym z normą»

2. «zdrowie psychiczne i fizyczne»

3. «życie toczące się według ustalonych, znanych praw i zwyczajów»

 

Uff, opis wciska mnie w definicję z punktu nr 2. Ciasno tu trochę, w tym określniku, ale mam świadomość, że niekoniecznie wpisuję się w te akceptowalne prawa, zwyczaje przeklęte. Ba! Trochę biegunowo leży sobie ona. Ale przecież nikomu nic do tego jak się pokłada, czy sypia (i gdzie! I z kim!), czy w domu bywa. Ona lubi zbiorowe śniadania, niekonwencjonalne pomysły nocne. Taniec stał się jej definicją rzeczywistości, sposobem na komunikację. Na to co dobre wokół. A gdy zmęczy się tymi podskokami w rytm wewnętrznych taktów wysyła mnie tam, gdzie ich nie słychać. Gdzie ugotują mi prawdziwy obiad (z ziemniakami, zupą i kotletem), przytulą… ogrzeją bycie byciem.

HA! A może mojsza jest prawdziwsza niż Twojsza?





22:44, singielka.w.warszawie
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 05 września 2011

Nie potrafię osądzać, nie lubię wybierać, mam w sobie chorą ilość tolerancji, przywiązania i tęsknoty. Widzę za dużo dobrego wrzucając to, co złe pod pelerynę-niewidkę. A mimo to ostatnio odczuwam coraz większą i bardziej wyraźną niechęć do gatunku męskiego

Nie całego – niektórego. Ale to ta znacznie większa część. Zniesmaczenie to robi się tak ogromne, że krzywy uśmiech zaczyna być coraz bardziej widoczny

Pfuuuuj

Dobrze by było odmienić ten gorzki i cierpki posmak w ustach, ale za jakiś czas. Póki co - niech będzie. Porozkoszuję się nim jako domieszką niezbędną do równowagi życiowej.



00:33, singielka.w.warszawie
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 sierpnia 2011

Ważne spotkanie. Przed nim proste jedzenie by życie ułożyć w równie jasnych relacjach. Kupiłam zsiadłe mleko, ziemniaki ugotowałam. Smażąc 2 jajka wysunęła się po prostu z ręki. Solniczka. Czy to z nerwów, czy z pośpiechu, a może przestraszyłam się ,że jaja na patelni trzaskają – nie wiem. W sumie powód roztrzaskania (się) nie jest istoty. Liczy się efekt – podłogowy trzask. W drobny mak. Mak z solą.

Kawałki przezroczystego szkła rozpierzchły się po kuchni. Zlały z otoczeniem kafelków i paneli.  „Niedobrze jak sól się wysypuje” – pomyślałam, zmiatając malusie kawałki. Takie rzeczy sprzątać trzeba dokładnie: solniczkę, życie, ludzi…  Bo z rozbitym czymkolwiek bywa, że po jakimś czasie, nie wiadomo gdzie i skąd jakiś sprytny odłamek włazi w nas, raniąc w miejscu i czasie najmniej odpowiednim. Mimo że ślad z czasem nie musi być wielki, to rozcięcie połączone z drobinkami soli w ciele sprawią, że teraz, w tym momencie, nie dają spokoju. I póki niezagojone i krwiste zaciskamy dłoń, wkładając ją mocno do buzi by nie krzyknąć.

Wsypałam odłamki do kosza.Nie z uśmiechem.

Ponad 4 godzinna rozmowa też pomogła. Teraz tylko muszę pilnować podłoża by nie wdepnąć w żaden pominięty fragment układanki.



17:01, singielka.w.warszawie
Link Komentarze (2) »
środa, 17 sierpnia 2011

A co!

Bo jakoś temat modny się stał ostatnio. I tak sobie i niej myślę i myślę...

Że chciałabym w nią uwierzyć na nowo. Wiem, że jest trudna, ale możliwa. Że ludzie powinni o siebie walczyć, muszą próbować. Fakt, że gdy są poranieni to przychodzi to sto razy trudniej. Bo jak zaufać? Zyskać pewność, którą kiedyś się już miało a została odebrana...

Bo żadne przypadkowe kontakty, relacje chwilowe nie wypełnią pustki, która w nieświadomy dla nas sposób rozpycha się wewnątrz naszych emocji. Przynależność nam jest potrzebna. Chciany dotyk również. Poczucie bliskości. I to że w środku nocy można się wtulić w ramię gdy obudzi nas zły sen o rzeczywistości. Dzielenie się drobiazgami codziennych chwil, małe radości ze wspólnego tańca, porannej kawy, oczekiwania aż ktoś skądś wróci by posłuchać co ma nam do powiedzenia... Albo by pomilczeć.

I nie opiera się ona na przeciwieństwach. Powinno ich być tylko trochę bo po jakimś czasie może pojawić się problem z wzajemną akceptacją. Zbieżność drobiazgów sprawia że w naturalny sposób unika się sporów o głupoty. Ta dojrzała, która ma szansę na powodzenie, powinna spotkać 2 osoby, które łączy coś więcej niż pożądanie: wspólna pasja, nocny tryb życia, zamiłowanie do bałaganu bądź nie, szaleństwa lub spokoju... Ludzie powinni się inspirować, popychać do działania, wspierać, stać za sobą murem. Szanować. I po prostu, najzwyczajniej w świecie, lubić ze sobą rozmawiać.

Ale co ja tam o niej wiem...

02:07, singielka.w.warszawie
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 08 sierpnia 2011

Salsa w dusznej Sali – spocone ciała, szybkie tempo, pragnienie powietrza by od emocji nie zawróciło się w głowie – to jedno.

Ale dziś taniec na plaży, boso, na mokrym parkiecie, gdy wokół szaleje burza. Wiatr wciska między ludzi krople mocnego deszczu, kolorowe światła mieszają się z odblaskami piorunów… To było coś.

Niezapomniane

 



00:30, singielka.w.warszawie
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Tagi